Lesiek blog
Niedziela, 10 lipca 2005
Haaaaa. Kiedyś trzeba zacząć, więc zaczynam. Jestem Lesiek - tak mnie tu nazywają. Pochodzę z szacownej rodziny iguana-iguana. Nie wiem ile mam lat bo nie pamiętam kiedy się urodziłem. Duży mówi, że mam półtora roku. (Duży to największy samiec w tym stadzie). Jestem piękny choć kiedyś, gdy Młoda (Młoda - córka Dużego i Pięknej) mnie goniła odłamałem sobie kawałek ogona. Spoko, już mi odrósł. Jest tylko innego koloru ale za to jestem oryginalny.
- Duży - nie gap się - tworzę. Lepiej skocz po jakieś żarcie i wyrzuć śmieci.
Często mi się ostatnio przygląda.
Zresztą oni wszyscy mi się przyglądają. Haaaa. Najbardziej to nie lubię takiego czarnego sierściucha - gapi się, a czasami włazi mi na dach. Młoda z Piękną gdzieś pojechały więc zostałem z Dużym sam. Fajny facet choć czasami gra mi na nerwach. Jak się wkurzę to go gryzę lub zdzielę ogonem. Niech wie, kto tu rządzi
Środa, 13 lipca 2005
Pewnie kosi, bo burczy na podwórku i ten cudowny zapach koszonej trawy. Inna sprawa, ile żarcia się marnuje.
- Duży - jak będziesz wracał przynieś coś dobrego - malinkę, poziomeczkę. Ważne żeby było czerwone. Lubię czerwone.
Pewnie nie słyszy. Telefonu też nie słyszał. Haaaa. Może mnie weźmie na spacer? Słoneczko, świeże powietrze, deszczyk tropikalny z takiej dużej anakondy. Ciekawe jak mu się udaje tyle wody w niej zmieścić. O, idzie Duży, pewnie wypić zimną kawę. O rany, jaki on zielony. Wszystko robi, żeby mi się spodobać, ale nie jest w moim typie. O, i taszczy klatkę. Będzie spacer. Haaaa. Jak ja to lubię.
- No pij tą kawę - idziemy!!!
Ach, wiaterek, słoneczko... czasami coś pobrzęczy, i te zapachy. Tylko te sierściuchy. Poszły, haaaa. Z daleka ode mnie. Duużyyyy, weź to futro.
Sobota, 16 lipca 2005
Znów zaczynają się te ciężkie dni. Skóra mi matowieje i złazi. Nic mi się nie chce. Duży dał witaminki, wapno i włączył fontannę. Tak lepiej. Cóż, my legwany tak mamy. Ale za to jaki będę piękny później. Haaa. Idę kontemplować na gałąź. Duży je obiad, kudłata się gapi na Dużego - pewnie też chce jeść. Za oknem szaro. Nic się nie chce. Duży też popadł w jakąś zadumę.
- Duży - idź po coś dobrego do ogródka. Urwij sobie jakiś deser, a dla mnie coś pikantnego proszę. Może być pokrzywa.
Ruszył się i przyniósł. Świeżutka, zielona pokrzywka. Dla mnie to tak, jak dla Dużego ogórek małosolny.
Niedziela, 17 lipca 2005
Dużego nachodzi czasem na pstrykanie. Wyciąga wtedy aparat lampy i jakieś różne nieznane mi sprzęty. I czeka, i czeka aż będę jadł. Co to za widok - legwan z mleczem w pysku, legwan śpiący. Jakby powiedział o co mu chodzi to bym mu zrobił jakąś minę, zrobił haaaa. Nigdy nie wiem co chce zrobić. No to leżę na gałęzi.
- Duży - tylko bez lampy błyskowej. Boję się błyskawic. Wymyśl coś innego. Może filmik nakręcisz? Mogę się przespacerować po terrarium.
No dobra, pstrykaj sobie.
A tak w ogóle to gdzie są moje zdjęcia? Wiem, trochę jest w galerii, a reszta? Mało wydajny jest Duży. Pstryka i pstryka, a zdjęć nie za wiele. A może mu nie wychodzą, albo ja jestem kiepskim modelem? To drugie nie wchodzi w rachubę! A jak nie drugie to musi być pierwsze. Haaaa. Co? Mam zrobić "haaa" na zawołanie? Żartujesz!!! Bez powodu? Włóż rękę do terrarium to zrobię. A przy okazji Cię ugryzę. Haaaa.
No, zrehabilitowałeś się i dałeś zdjęcie. I tak uważam, że profil mam lepszy. Szczególnie prawy.
Środa, 20 lipca 2005
Budzi mnie dzisiaj jakiś hałas. Patrzę za okno a tam ledwo świta. Duży już na nogach...? Co mu się stało. Do tego jeszcze te dźwięki i kurz.
- Duuużyyy - jak już mnie budzisz o tej porze to zrób mi dzień i włącz słońce. I przestań burczeć.
Dzień zrobił, nawet o śniadaniu nie zapomniał ale dalej burczy i tłucze się. Dzisiaj chyba nie pójdę na spacer. Szkoda. Dziwny jest ten Duży. Czasami siedzi godzinami przed komputerem pozwala pospacerować... Nawet na głowę pozwala sobie włazić, a czasami jest trudny we współżyciu. Idzie gdzieś, hałas robi. Jest nie do wytrzymania. Najgorzej jak przyłazi z buczącym wężem i karze mu zbierać paprochy z podłogi i mebli. Biedny, pewnie buczy tak, bo mu się nie chce i chciałby uciekać, ale Duży ma siłę w łapach i nie puszcza. Ja nie umiem buczeć, ale robię haaa.
- Duży - włącz mi telewizor i przynieś malinkę.
Sobota, 23 lipca 2005
- Duży - zrobiłem kupę!
Teraz się zacznie. Toż to cały ceremoniał. Idzie Duży. Najpierw zamyka drzwiczki do kominka. Teraz musi wyprosić dwa sierściuchy i zamknąć drzwi i okna. Boi się, żebym nie wywiał. Haaa. Teraz ubiera rękawiczki i otwiera mój domek. Wyjmuje wszystkie gałązki i moje zabawki. A teraz bawimy się w berka. Ale bawimy się tak, że tylko on mnie goni. Czasami przy tym go podgryzam.
- No dobra - wygrałeś. Wypuść mnie na fotel.
Teraz wyciąga moje jezioro z domku i gdzieś wychodzi, a ja idę sobie na firankę, a potem na karnisz. Tam nawet sierściuchy mi nie zagrażają, a i Duży ma kłopoty żeby tam wleźć. Wrócił, nawet wodę w jeziorze wymienił. Teraz mi posprząta, a ja się pogapię. Ciekawe, czy da mi tu posiedzieć, czy znów zabawa w berka. Uff, zamknął drzwi i poszedł. Mogę sobie podumać.
Niedziela, 24 lipca 2005
Oj, z Dużym coś nie tak. Dawno tak długo nie spał. Za oknem dzień, u mnie noc. Chyba wezmę kąpiel. Nie ma jak poranne odświeżenie skóry. Chlup. No nareszcie wstaje, przeciąga się i coś tam mruczy. Chyba jest nie w humorze. Nie śpiewa, że wesołe jest życie staruszka. Taki stary to on nie jest ale udaje.
- Rozchmurz się Duży - pójdziemy dzisiaj na spacerek?
Pewnie tak, bo Duży sprząta, a jak sprząta to znaczy już dzisiaj nie będzie bałaganił. Mamy święto. Oj, znów ten ryczący wąż. Przeżyję, byle potem trochę czasu dla mnie znalazł. Zresztą ja też nie lubię chodzić po zakurzonych meblach.
Idzie śniadanko, idzie śniadanko idz..... Duży, przeszedłeś samego siebie. Poziomka, malinka, mleczyk... Łał, super. O, i przyniosłeś budę. BĘDZIE SPACER. Dobra, szybko zjem i na słoneczko. Uuu, jak dobrze. Sierściuchów też nie ma, a Kudłata nie jest groźna. Duży siedzi w małpim gaju z książką, a ja podgryzam stokrotki. Żyć nie umierać.
Zielono mi - haaa.
Wtorek, 26 lipca 2005
Coś mi nie gra. Duży wściekły. Ja mam noc w południe. Telewizor nie działa...
- Duży - co jest grane. Zrób mi dzień!!!
Oj, jest źle. Duży mówi, że nie ma prądu to i dnia nie będzie. Dobrze, że choć śniedanie dostałem.
- Duży - to słońce jest na prąd? Dobra, już nie pyszczę. Brzuszek pełny to chyba sobie utnę dżemkę. A tak na marginesie, co to jest ten prąd? To jest chyba jakieś jedzonko dla telewizora i komputera. Nie dostały jeść to nie działają. Tak jak ja. Oj, duży mówi, że jutro też będzie noc w dzień. Ale za to będzie spacerek na słoneczko. Takie trochę inne.
Fajnie, wygrzeję kości, objem się stokrotek. Haaa. Ale ten prąd nie daje mi spokoju. Duży pewnie wytłumaczy jak będzie w humorze.
Czwartek, 28 lipca 2005
Ciągle nie ma tego prądu więc żeby moja zieloność dostała jakiegoś ultrafioletu (co to jest?) siedzę sobie w letnim domku pod brzozą. Cieplutko, milutko. Świeże listki do podgryzania. Ptaszki śpiewają. Siedzę sobie tak na gałęzi i obserwuję Dużego. Chodzi z z czymś strasznie hałasującym po trawniku i zielenieje w oczach. Co ciekawe, tylko latem nabiera takich kolorków. My legwany też tak mamy. Mniej słoneczka, krótszy dzień - kolorki bledną. Do tego jeszcze typowe zachowanie naszego gatunku. Mało mówi, lubi sobie posiedzieć w spokoju i zadumać się. Tak jak ja. Do tego lubi malinki i poziomki. Mlecza chyba nie lubi, bo nie widziałem, żeby jadał, ale obaj lubimy sałatę. DUŻY JEST LEGWANEM. Nawet piękna mówi, że jest zlegwaniony.
- Duży - zostaw to warczące i przyjdź pogadać. I wygoń stąd tą muchę. Haaa.
Piątek, 29 lipca 2005
Duży z samego rana wyprowadził mnie na spacerek. Na zieloną (jak ja) trawkę pokrytą rosą. Jaka to roskosz jeść śniadanko na łonie natury. Młodziutka babeczka to jest to. Sierściuchy leżą pod drzewami, Kudłata też w cieniu, a ja wyłożyłem swoje zieloności na gałęzi i łapię - jak to Duży mówi - ultrafiolet. Wczoraj mi Duży tłumaczył co to jest. Więc chodzi o to, że jak dostaję witaminkę D i wapno to bez tego ultrafioletu - takiego światła co go nie widać - nic mi to nie daje. Dopiero jak wystawiam grzbiet na słoneczko to to wszystko się miesza i robią mi się mocniejsze kości i moja zieloność robi się zieleńsza. Jakby tego nie było, to bym chorował na MBD. Duży pokazywał mi to na stronie http://www.legwanzielony.com. Brrr. Będę jadł grzecznie witaminki. Chcę być piękny i mocny. (żeby Ci przylać ogonem) Haaa.
- Duży - gorąco jak w piekle. Wyciśnij anakondę i zrób deszcz.
Niedziela, 31 lipca 2005
Tak sobie siedzę na gałęzi pod brzozą i podjadam mleczyk. Kudłata pogoniła sierściuchy to mam spokój i mogę sobie podumać. Zastanawiam się co oni - duzi - we mnie widzą. Wszystko za mnie robią. Sprzątają, kąpią, karmią. Po co to wszystko. Tyko po to, żeby odwrócić głowę od telewizora i mieć drugi telewizor?
Bez sensu - ileż można oglądać filmy o legwanach. Duży powiedział kiedyś do Pięknej coś co mnie zaniepokoiło. Powiedział, że tam gdzie mieszkam na wolności tubylcy chwalą sobie moje mięsko. Chyba żartował
O rany - coś pięknego. Żaba.
- Duży!!!!!!!! - biegnij po aparat - zakochałem się!!!
Jaka ona piękna, jaka zielona. Muszę mieć jej zdjęcie w moim domku nad gałęzią. Tak sobie leżeć na konarze i gapić się na nią. Ach... Jaki świat jest piękny... Dawaj to zdjęcie haaa.